Nie wiem, jak wy, ale ja, patrząc na polskie domy (i ich mieszkańców), bardzo często mam smutną refleksję, że wielu z nas z przyrodą, naturą czy jak ją nazwać jest, delikatnie mówiąc, na bakier. Wszystko, co jest zielone, ma jakieś tam korzenie i listki albo na przykład futerko, pióra, oczka i nóżki czy skrzydełka, a jednocześnie nie da się tego szybko i łatwo przerobić na paszę lub opał, budzi w wielu z nas niechęć lub przynajmniej chęć przystosowania do swoich wymagań, przerobienia na swoją nutę, ucywilizowania, okiełznania tej bujności przyrody, nad którą nie jesteśmy w stanie zapanować.
Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że generalizuję, ale z bliższej lub dalszej okolicy dociera do mnie wiele smutnych przykładów. Działkę obok mojego domu kupili niedawno młodzi sąsiedzi i co zrobili najpierw? Wycięli wszystkie drzewa!! Wszystkie! Co do jednego! W maju na miejskich trawnikach wystarczy tylko, że zakwitną żółte mlecze, a migiem, biegiem po prostu wyjeżdżają kosiarki służb miejskich, które je koszą. Przed naszym domem błąka się właśnie kolejny wyrzucony z samochodu "pupil", a jego rodzina bawi się pewnie w najlepsze na wakacjach, pocieszając się, że "ciepło jest, nie zdechnie". Lasek, w którym się bawiłam jako dziecko, przeobraził się w gigantyczny dół, w którym ma stanąć supermarket. Śmieci w lasach, przez które przejeżdżam jadąc do pracy, czekają na miłosierne dzieci, które je posprzatają w ramach "Sprzątania świata" lub innej akcji, która nie zda się oczywiście na nic, bo przykład idzie z góry. Byliśmy ostatnio na spacerze nad rzeką, siedział koło nas pewien pan, sączył sobie napój z puszki, a kiedy skończył, cisnął je po prostu do rzeki i poszedł sobie. Kiedy posadziliśmy obok naszego domu kilka drzew liściastych (brzozy, dęby, klony, jeden mały buczek) spotkaliśmy się z pełnymi politowania spojrzeniami - "Przecież trzeba będzie non stop grabić liście, nie lepiej posadzić tujki-miniaturki?"
A no właśnie - tujki-miniaturki, trawnik wystrzyżony do 3 cm, chwasty wypalane środkami chemicznymi - wszystko pod linijkę, tak aby broń Boże nie stracić kontroli nad całą tą zielenią, która nas otacza. Ech, nie jest dobrze, kochani. A przecież pochodzimy z ogrodu, prawda? Tylko mocno się już pogubiliśmy.
Tak na poprawę humoru - zdjęcia domu w lesie. I żaden tam rustyk, suszące się ziółka czy koronkowe firaneczki - sama nowoczesność. Nie każdy to lubi, ale ja jestem pod wrażeniem. Właściciele kupili działkę w lesie i postawili jeden warunek architektom - nie mogę wyciąć żadnego drzewa! No i zobaczcie, jak to się skończyło! Jestem zbudowana:) Chętnie pokazałabym to moim sąsiadom, ale pewnie im się nie spodoba:)
Autorzy projektu to Martin Fernandez de Lema i Nicolas Moreno Deutsch. Zdjęcia pochodzą z fajnego serwisu Homedsgn.com. Znaleźć je można
tutaj.