czwartek, 16 lutego 2012

U nas już prawie wiosna...

Kto ma ostatki, ten ma ostatki. U nas w redakcji już prawie wiosna:) Co prawda bynajmniej nie za oknem, o nie, tutaj zima hula na całego. W pracy dziennikarza wnętrzarskiego natomiast dosyć zabawne jest to, że z racji na cykl wydawniczy zawsze jesteśmy i musimy być trochę do przodu. No więc aktualnie z tego tytułu, że przygotowujemy numer kwietniowy, siedzimy zagrzebani po uszy w wielkanocnych królikach, zielonych talerzykach, wiosennych dekoracjach, kwiatkach i trawkach:) Taka praca. W lipcu odkrywamy, jak przygotować się na listopadowe chłody. W październiku próbujemy poczuć magię świąt. Nie to, że narzekam, ale przyznacie, że może to być lekko ogłupiające:) Co prawda jak do wszystkiego, tak i do tego można się przyzwyczaić. W krótkiej przerwie pomiędzy drugim a trzecim pączkiem:P chciałabym więc pokazać Wam parę wiosennych inspiracji, które przyfrunęły do nas mailowo razem z informacjami o najświeższych wiosennych kolekcjach domowych drobiazgów. I nie będą to kanapy za 50 tysięcy, winiarki za 80 ani dzbanki droższe niż koszt metra mieszkania w Warszawie, tylko rzeczy, na które na szczęście prawie każdego stać. I ładne przy tym. A przynajmniej mi się podobają. Może ktoś się zainspiruje?

Na początek najnowsza wiosenna kolekcja Almi Decor. Jest już w sklepach. Fotki są oczywiście własnością Almi Decor.















W drugiej kolejności kilka nowości z wielkanocnej kolekcji porcelany Villeroy&Boch. Trochę kosztuje, to prawda, ale jaka piękna.... Fot. Villeroy&Boch.







I last but not least najświeższa kolekcja dekoracji i dodatków od Home&You. Trochę kurczaków:) i innych śmieszności, sporo zieleni, fajne filcowe podkładki. Wszystko można już kupić w sklepach Home&You. Zdjęcia nadesłane przez producenta rzecz jasna.

































I tak z ciekawości - jakieś imponujące rekordy w związku z tłustym czwartkiem? Ja nieśmiało zerkam na trzeciego pączka i tak jakoś ładnie się do mnie uśmiecha...

wtorek, 7 lutego 2012

Więcej czerwieni w czerwieni

Lubicie kolor czerwony? Ja bardzo, to chyba jeden z moich ulubionych kolorów, i we wnętrzach, i w modzie. Ostatnio w ogóle sporo myślę o kolorach i ich oddziaływaniu na człowieka. Dużo o tym piszemy w Dobrze Mieszkaj, a że wczoraj wyjechał do drukarni najświeższy numer, więc "kolorystycznie" jestem na bieżąco. Lubię żywe, mocne kolory - energetyczny czerwony, soczysty pomarańczowy, fiolet, turkus. Jedyna barwa, jakiej szczerze nie znoszę, to miętowy zielony. Nie cierpię i już! Cierpnie mi skóra, jak o nim pomyślę, brr. Obrzydliwy, oślizgły miętowy. Cała reszta do zaakceptowania.
Kolory to w ogóle fantastyczny temat, można go drążyć i drążyć... Jak to jest, że niektóre podobają nam się bardziej, a inne mniej? Niby wiadomo, że czerwony to kolor magii, życia, siły, zielony ma właściwości uspokajające, patrzenie na błękit obniża ciśnienie (podobno udowodnione naukowo:), a pomarańczowy podnosi apetyt, ale ile jeszcze zagadek kryje przed nami ludzki umysł? Wiedzieliście chociażby, że pewne kolory zaczynamy lubić dopiero w starszym wieku? Że im człowiek starszy, tym bardziej lubi kolory chłodne -  niebieskie, zielone, co wiąże się podobno z innymi proporcjami widzenia fragmentów widma światła białego? A jeśli dodać do tego, że generalnie wszystkie kolory postrzegamy subiektywnie, czyli że każdy widzi kolor, ale każdy trochę inaczej, to w ogóle mamy o czym myśleć. Tak więc siedzę i rozmyślam:) Znalazłam też dom, którego właściciele z pewnością lubią czerwień. Nie wiem jednak, czy mi się tak właściwie podoba czy nie. Niby ma sporo ciekawych pomysłów, ogromną przestrzeń, której można tylko zazdrościć, intrygujący i modny loftowy klimat, ale... Chyba jednak nie mogłabym tak mieszkać, mimo mojej miłości do czerwieni. Trochę za dużo czerwonego w czerwonym. Ale podziwiać mogę. Zdjęcia tego mieszkania pochodzą ze strony agencji Mires. Można je znaleźć tutaj.