piątek, 16 sierpnia 2013

Rewolwer i melonik czyli lampy-kapelusze

Innermost to brytyjska marka, która działa głównie w branży oświetlenia. I produkuje m.in. lampy, o których powiedzieć, że są angielskie, to nic nie powiedzieć. Seria Jeeves oddaje ducha Sherlocka Holmesa i angielskich gentlemanów lepiej niż jakikolwiek film. No, może poza Monthy Pythonem, którego uwielbiam:) Tak czy owak - przed Wami lampy Jeeves & Wooster. Na początek wiszące.




Mają je też w wersji stołowej.



I jeszcze kinkiety

Strona producenta: www.innermost.net.
Można je kupić w Polsce - np. w sklepie Unikalne.pl - cena ok. 1000 zł za wiszącą.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Dywany do marzenia czyli o pomyśle rodem z Katalonii


Nanimarquina to hiszpańska (a dokładnie pochodząca z Barcelony) firma, która produkuje dywany. Ale  jakie! To dywany-cuda, obok których trudno przejść obojętnie. Dywany-dzieła sztuki, użytkowej, ale przecież sztuki, o czym często zapominają różnej maści "producenci dizajnu". Dywany prawie jak z opowieści Szeherezady. No i sesje zdjęciowe swoich "wyrobów" też robią piękne.




































A my zaczęliśmy domowy Armaggeddon czyli remont. Miał być jeden pokój, wyszło całe pięterko:) Czyli jak zwykle. Podeszliśmy do tego, jak to u nas, niefrasobliwie - nawet nie zrobiliśmy porządnego rozpracowania kosztów, licząc, że jakoś będzie. No pewnie będzie. Dwa razy drożej i dwa razy dłużej. Na razie pocieszam się tym, że znalazłam płytki do łazienki i żyrandol do pokoju. Czterdziestoletni dom to spore wyzwanie, zwłaszcza że od góry do dołu pokryty jest boazerią:) Na razie stanęło na tym, że malujemy ją na biało. I mam w związku z tym pytanie - czym ją malować? Emalią akrylową do drewna? Farbą akrylową do drewna? I czym one się różnią? Ktoś pomoże? Pomocy! Zrywać na razie nie zrywamy, bo to grubsza sprawa. Dom, który ma więcej lat niż ja to, można powiedzieć, niekończąca się opowieść. Jak to ładnie powiedział mój mąż - jak zaczniesz rwać, to nie wiesz, gdzie przestać:) Wszystko stare, krzywe i przez pijanych majstrów robione. Więc na razie próbujemy tę boazerię (czy jak się u nas na wsi mówi - baozerię:) ocalić. Pozdrowienia z placu budowy!

niedziela, 11 sierpnia 2013

O baśniach

Dzisiaj od rana myślę o baśniach. Może skłania do takich rozmyślań sierpniowe pogodne niebo, jak z palety dawnych mistrzów. Może też dlatego, że mój synek, gdy tylko wstał z łóżka, stwierdził, że jest królem. Zażądał korony, a kiedy mój mąż wyciął mu ją z papieru, założył z pełną powagą i nosił cały dzień z godnością osobistą co najmniej królewską. Był w niej trzy razy w sklepie (panie ekspedientki mówiły mu per "Wasza Wysokość"), na spacerze i na rowerze. A nawet jadł obiad i chodził do toalety, co świadczy o tym, że prawdziwy król jest nim niezależnie od okoliczności.
O baśniach myślę też, bo... ja generalnie często myślę o baśniach. Od dziecka tak mam. Baśnie też czytuję z wielką przyjemnością. Cytując klasyka:

"Królestwo baśni rozciąga się daleko wdłuż i wszerz, w górę i w głąb, i pełne jest najprzeróżniejszych rzeczy i stworzeń: znajdziesz tam wszelkiego rodzaju ptactwo i zwierzęta, niezliczone gwiazdy i bezbrzeżne oceany, czarowne piękno i czyhającą zewsząd grozę, radości i smutki przeszywające jak ostrze miecza. ten, kto tam zbłądził, może chyba uznać się za szczęśliwca, ale odmienność i bogactwo tej krainy wiążą język wędrowcowi, który chciałby o nich opowiedzieć. A zadając zbyt wiele pytań, naraża się on na to, że zatrzasną się przed nim drzwi królestwa, a klucze do nich zaginą".

To fragment wykładu o baśniach, który wygłosił w 1939 roku J.R.R, Tolkien, prawdziwy mistrz baśni. Trochę baśniowych inspiracji staram się przemycać też do tego bloga - dzisiaj kolejna ich dawka, tym razem w rozmiarze mini. Bo i nie większa jest chatka w stylu shabby chic niejakiej Sandy Foster. Tutaj jest jej blog.A tutaj kilka zdjęć autorstwa Trevora Tondro z NY Timesa.













Taka miniaturka z baśnią w tle. Pozdrowienia!